240. W stronę Słońca, reż. Danny Boyle

240. W stronę Słońca, reż. Danny Boyle

Oryginalny tytuł: SunshineReżyseria: Danny BoyleScenariusz: Alex GarlandZdjęcia: Alwin H. KuchlerKraj: USA, Wielka BrytaniaGatunek: Sci-FiPremiera światowa: 24 marca 2007Premiera polska: 13 kwietnia 2007Obsada: Cilian Murphy, Chris Evans, Rose Byrne, Michelle Yeoh, Troy Garity, Cliff Curtis, Benedict Wong, Hiroyuki Sanada, Mark Strong

    Całą Ziemię pokrywa lód, ponieważ główne źródło naszego życia,

Słońce, gaśnie. Życie na Ziemi jest zagrożone. Na misję ratunkową w

stronę słońca zostaje wysłany prom kosmiczny, Icarus, który przewozi

ogromną bombę, która ma stworzyć nową gwiazdę, która da nowe życie

Słońcu. Niestety misja Icarusa z niewiadomych przyczyn nie powodzi się. W

kosmos leci zatem drugi prom, Icarus II, składający się z garstki

specjalistów. Wielkim zaskoczeniem jest, gdy w pewnym momencie prom

odbiera sygnał Icarusa. Przez wprowadzenie niekompletnych danych do

komputera przez Trey`a powłoka Icarusa II zostaje uszkodzona przez

Słońce, a przy próbie jej naprawy dochodzi do katastrofy, która sprawia,

że zostaje zniszczony ogródek, który produkował tlen. Jedynym ratunkiem

dla załogi i dla zakończenia misji jest próba uruchomienia Icarusa.Plusy:-   

efekty. Efekty wizualne były po prostu niesamowite. Chodzi mi tutaj

głównie o wizję Słońca. W pewnym momencie myślałam, że się popłaczę z

tego piękna. Było to coś niewiarygodnego. Nie wiem czy to tylko wizja

reżysera, czy Słońce naprawdę tak pięknie wygląda. Tzn. to w filmie było

trochę przygasłe a i tak potężnie świeciło. Sam motyw pokazania Słońca

jest to nie lada gratka dla fanów astronomii. Oczywiście ja również

kiedyś do nich należałam. Przepiękne było również to jak ukazany obieg

Merkurego wokół Słońca. Coś pięknego :D widać ten niesamowity stosunek

wielkości Słońca do wielkości tak małej planety jak Merkury. Chociaż

właściwie wydaje mi się, że Merkury powinien być o wiele wiele mniejszy.

No, ale to może tylko moje odczucie, w końcu nigdy nie widziałam Słońca

w całej jego okazałości więc nie jestem w stanie ocenić tego czy jest

wystarczająco duże ;P Ależ się rozpisałam :P hehe :D -    napięcie. W

niektórych momentach myślałam, że oszaleję z tego całego napięcia.

Pomyśleć, że taka misja zostaje narażona na fiasko i to wszystko przez

jednego człowieka, który uważa się za pośrednika Boga. No co za ludzie!

ale przyznam, że pomysł świetny. Dobijało mnie to jak przeskakiwali z

Icarusa na Icarusa II, bo ktoś zniszczył śluzę i nie mogli normalnie

przejść, a nie byli w skafandrach. Na Icarusie był tylko jeden skafander

i miał go założyć Capa, a na pokładzie był jeszcze Mace, Harvey i

Searle. Szybko znaleźli rozwiązanie, ale oczywiście musiało coś pójść

nie tak. Jakie to było stresujące to po prostu masakra. Inna sytuacja,

gdy palił się ogródek tlenowy, a ta głupia Corazon tak siedziała przy

szybie i ryczała za ogródkiem, któremu poświęciła tyle czasu. No ale

oczywiście nie zwróciła uwagi na to, że za chwile jak wszystko wybuchnie

to zginie. Jednak w porę się opamiętała. Inna sytuacja, gdy było tuż

tuż normalnie od tego całego dotarcia do Słońca, a Capa jeszcze nie

uruchomił bomby. Oczywiście nie sądziłam, że musi coś zrobić jeszcze

poza tym, że odłączyć bombę z promu. Musiał jeszcze do niej trafić i

wtedy ją zdetonować, ale oczywiście był tam ten sabotażysta. ych. to

było po prostu masakryczne i nie powiem jak się skończyło.-   

straszności. Okropnie wyglądały te poparzenia od promieni słonecznych.

Widać to było w szczególności po Pinbackerze. To był chodzący trup jak

myślę. Po prostu wyglądał obrzydliwie.  Na to samo tylko, że w mniejszej

formie cierpiał Searle. Też był poparzony od Słońca, tylko, że to było

ewentualnie 1 lub 2 stopnia, a Pinbacker to miał co najmniej 4 stopień. W

każdym bądź razie nie pojmuję jakim cudem przeżył z takim poparzeniem. -

uzależnienie od Słońca. Strasznie podobało mi się to z jakim zachwytem

załoga patrzyła na Słońce. W końcu to nie na co dzień można coś takiego

oglądać. Gdy Searle został na pokładzie Icarusa, a był on uzależniony od

obserwowania Słońca, to wiedziałam, że postanowi zginąć tak jak zginął.

To było oczywiste.-    poświęcenie. Takie misje zazwyczaj kończą

się tak, że wybrańcy już nie wracają, ale wiadomo, że muszą najpierw

dotrzeć do celu. Bardzo podobało mi się poświęcenie ze strony Mace`a,

który musiał przeżyć okropnie minusowe temperatury, aby włączyć na nowo

chłodzenie, bo gdyby nie zostało włączone na nowo to po prostu prom

dalej by nie ruszył. Tak na marginesie to z początku w ogóle nie

poznałam Chrisa Evansa, bo był strasznie zarośnięty. Aż w szoku byłam

hehe :DMinusy:-    nie jest to film dla wszystkich, bo niektórych takie tematy nie fascynują.-   

przewidywalny. Oczywiście zakończenie było do przewidzenia, ale jednak

miło było tego doświadczyć. Poza tym do przewidzenia było również to kto

jest sabotażystą, chociaż ja co prawda na początku mylnie wytypowałam

:P ale później się poprawiłam :D hehe :D a może to nie było wcale takie

do przewidzenia :D może to ja jakiś jasnowidz jestem, albo cóś :PUlubione sceny:-    motyw z promieniami, falami Słońca pojawiającymi się na osłonach,-    scena końcowa z reaktywacją Słońca.Moja opinia:   

Film jest zdecydowanie filmem dla fanów tego gatunku. Jak wspominałam

spodziewałam się czegoś innego. Czegoś w stylu Armageddona. Dowiadują

się o zagrożeniu, jest pokazane co się dzieje na Ziemi, a potem jest

misja ratunkowa na Słońcu. Tutaj zaczęliśmy już od podróży w stronę

Słońca, a skutki tego niedogrzania widać było na samym końcu filmu,

dokładnie w ostatnim ujęciu. Nie polecam każdemu tego filmu, jednak

uważam, że jest to film niesamowity.

reklama

STYL ŻYCIA

www.klubodchudzania.pl www.antykoncepcja.net www.astmaoskrzelowa.pl